Zmiany przepisów regulujących pracę firm przewozowych i ich pracowników mają zapewnić wyższe wynagrodzenia i poprawić warunki socjalne kierowcom. Ale czy na pewno tak się stanie? Przekonamy się bardzo szybko, bo zasadnicza część pakietu mobilności właśnie weszła w życie.

Przewoźnicy nie mieli zbyt dużo czasu na przygotowanie się do nowelizacji narzuconej przez Parlament Europejski. Prace nad ostatecznym brzmieniem polskich przepisów przeciągnęły się do końcówki stycznia.

Najpoważniejsze zmiany zaczęły obowiązywać już od lutego 2022 roku, a dotyczą nowych zasady delegowania kierowców. To o nie toczył się najpoważniejszy spór w całej Europie i to właśnie tych przepisów przewoźnicy bali się najbardziej. Obawy dotyczyły głównie zmiany zasad wynagrodzeń w tych sytuacjach. Odtąd kierowcom delegowanym, wykonującym tzw. kabotaż czy cross-trade (czyli przewozy wewnątrz unijne), trzeba będzie naliczać wynagrodzenie takie jak obowiązujące w państwach, w których przewoźnicy świadczą usługi objęte delegowaniem. Kierowca musi mieć również zapewnione warunki pracy oraz inne świadczenia pracownicze obowiązujące w danym kraju.

– To nie tylko podniesie koszty pracy, ale będzie też dużym wyzwaniem dla księgowych. Będą musieli orientować się w przepisach państw, do których delegowani są pracownicy i odpowiednio naliczać koszty pracy według ich wskaźników – spodziewa się Bartłomiej Dobosz, prokurent firmy Cordis Logistics.

Przepisy nie dotyczą przewozów tranzytowych i dwustronnych (z oraz do Polski) z maksymalnie dwoma dodatkowymi operacjami typu załadunek i rozładunek. Aby to udokumentować kierowcy już na pierwszym parkingu po przekroczeniu granicy powinni na tachografie wprowadzać oznaczenie kraju, do którego wjechali.

Kolejna ważna zmiana to zakaz traktowania zadań kierowców wykonujących międzynarodowe przewozy drogowe jako podróż służbową. To znaczy, że na poczet wynagrodzenia za pracę poza granicami kraju nie można już zaliczać należności z tytułu podróży służbowych, takich jak dieta czy ryczałt noclegowy. Przewoźnicy wyliczają, że tylko te zmiany spowodują wzrost kosztów utrzymania pracownika nawet o 20 procent.

Dużym wyzwaniem będzie teraz też ułożenie grafiku pracy. Pojazd przynajmniej po ośmiu tygodniach musi bowiem powrócić do państwa siedziby przewoźnika. Nowe przepisy uderzą też w możliwość wykonywania kabotażu, bo pomiędzy usługami kabotażowymi będzie trzeba znaleźć cztery dni przerwy.

Przedsiębiorcy powinni zacząć się też przygotować na nowe wymagania dotyczące bazy eksploatacyjnej. Od 1 stycznia 2023 r. łączna liczba miejsc parkingowych musi odpowiadać 1/3 wielkości floty. W razie niespełnienia wymogu trzeba liczyć się nawet z utratą zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika.

Zdaniem przedsiębiorców i kierowców, pakiet mobilności na pewno podniesie koszty pracy, ale pensje niekoniecznie. Pracownicy liczą jednak na poprawę warunków socjalnych. Większa część oskładkowanych dochodów powinna wpłynąć na wyższe świadczenia w razie zwolnień lekarskich, urlopów czy w przypadku przechodzenia na emeryturę.

A przypomnijmy, że kwestii socjalnych dotyczyły też pierwsze regulacje Pakietu mobilności z sierpnia 2020 roku. Dotyczyły one głównie wypoczynku gwarantowanego kierowcom: obowiązku powrotu co cztery tygodnie do centrum operacyjnego lub swojego miejsca zamieszkania na ponad 45 godzin; możliwości odebrania (po spełnieniu określonych warunków) dwóch skróconych odpoczynków tygodniowych z rzędu; zakazu odbierania odpoczynków tygodniowych w kabinie pojazdu.

– Pakiet mobilności wprowadza bardzo poważne zmiany do przepisów regulujących funkcjonowanie firm przewozowych. Przedsiębiorcy z pewnością potrzebują czasu, żeby się do nich dostosować. Jestem przekonany, że kierowcy podejdą do tego ze zrozumieniem – mówi Dobosz